Majowe co nieco

Jak co roku dopadł nas długi weekend. Kilka dni odpoczynku skwapliwie wykorzystujemy na wszelkie możliwe sposoby, choć ostatnimi czasy najpopularniejsze są dwie opcje: wyjazd i grill. Są tacy, którzy kontestując biesiadność, czym prędzej wybywają poza swoje tu i teraz. Inni nie wyobrażają sobie, żeby nie posiedzieć na działce, nie spotkać się ze znajomymi przy dymiącym cudzie współczesnej sztuki kulinarnej. Są też i tacy, którzy w nosie mają wszelkie trendy i robią, co chcą.
Stracone godziny w niekończących się korkach. Głowa pęka od nawału natrętnych myśli, czy aby wszystko wyłączone, zamknięte, zabrane. Że będą wyjeżdżać wiedzieli już w listopadzie, gdy okazało się, że da się pozamieniać zmiany, żeby wykroić tydzień luzu. Szybki rekonesans w biurach podróży, parę pytań do znajomych i kierunek obrany – Majorka. Tam ich jeszcze nie było, a w końcu mając jedynie tydzień to trudno się wybierać nie wiadomo jak daleko. Ta wersja ucieczki przed majową nudą dostępna jest tym nielicznym, których determinacja w imponowaniu znajomy równa jest zasobności portfela. Inna opcja, wcale niewiele tańsza, to wspieranie lokalnej turystyki, często podszyte tym samym delikatnym snobizmem, co – patrz wyżej. Niestety rzadko nasze podróże inspirowane są zwykłą chęcią przeżycia przygody, czy ciekawością świata. Polacy lubią wypoczywać, nawet kosztem stresu przed i po wyjeździe. To dobrze, bo ci którzy zostają w miastach mają w końcu rzadki komfort jeżdżenia po pustych ulicach i spacerów bez tłumów.
W sobotni poranek w osiedlowym markeciku tłum. Kolejka po kaszanki, karczki i kiełbaski wyszła już ze sklepu. Nie mniejsza kłębi się przy alkoholowym. Gdyby ktoś pogubił się w datach nie musi się martwić. Bezbłędnie odgadnie, że na pewno jest weekend. Polska celebra grillowa swoją kulminację osiąga właśnie w majówkę. Pichcimy, grillujemy, częstujemy, próbujemy. W gronie własnym, choć częściej znajomych, dzielimy się nowymi pomysłami na czarodziejskie BBQ, obgadujemy sąsiadów, zawsze krytycznie komentujemy bieżącą politykę. Prasa i telewizja skutecznie wspierają narodowy sport Polaków, serwując wszem i wobec niezliczoną ilość odpowiednich porad i przepisów - byle tylko nie spadł wskaźnik konsumpcji. Na stołach królują mięsiwa i piwne napitki. Warzywa z trudem torują sobie drogę na grilla, nie mówiąc już o rybach, których upieczenia podejmują się nieliczni. Są tacy, którzy swojskie grillowanie zamieniają w ekskluzywne przyjęcie, na którym nie obejdzie się bez win i owoców morza. Ale czyż w efekcie nie chodzi o to samo?
Majówka teraz to grill i wyjazdy, kiedyś manifestacje, a jeszcze dawniej, w czasach których już chyba nikt nie pamięta, to synonim pikniku. Wg słownika haseł dla krzyżówkowiczów majówka to zabawa towarzyska na wolnym powietrzu poza miastem. Bo jednak jest w nas potrzeba ucieczki od codzienności i zabiegania. A jak ją realizujemy to tylko kwestia wyboru, w końcu „wolnoć Tomku w swoim domku”. Miłego wypoczynku!






















